Autor Wątek: uwolnić jesiotra  (Przeczytany 9441 razy)

Offline Sylwek

  • Kadra
  • *****
  • Wiadomości: 1761
    • Zobacz profil
  • Stopień nurkowy: M2 Instruktor Freedivingu mobile 506 033 485
uwolnić jesiotra
« dnia: 17 Wrzesień 2008, 17:06:44 »
Pod takim tytułem, w tym roku Nautica organizuje zakończenie sezonu (18-19.X). Tutaj kilka fragmentów z zaproszenia rozsyłanego drogą mailową:

"... "UWOLNIĆ JESIOTRA"
miejsce akcji: Zakrzówek i Cafe Nautica
 WSZYSCY którzy mają ochotę z nami zanurkować oraz uwolnić jesiotra oczywiście:)
...
Wasza obecność będzie wsparciem dla Stowarzyszenia Nautica zbierającego fundusze na zajęcia basenowe i wyprawy nurkowe dla osób niepełnosprawnych a także dla więzionych ryb, które chcielibyśmy z Waszą pomocą uwolnić do Zakrzówka:) "

Tytuł jak i zakończenie nawołuje do ratowania biednych, zniewolonych ryb, którym za wszelką cenę należy przywrócić wolność. Zastanówmy się jakie konsekwencje niesie taki populizm wygłaszany przez pseudo-ekologów, pseudo-obrońców "wolności".
Oczywiście idea jest wspaniała, cóż może być piękniejszego w naszej ludzkiej wyższości, nad darowaniem wolności.
Efekt takiej propagandy można zaobserwować w Czechach, szczególnie w Pradze. Znudzeni mieszczanie, czują potrzebę zrobienia czegoś w celu ratowania przyrody. A co można zrobić, mając żadne o tym pojęcie. Ano można np. wypuścić karpia kupionego w hipermarkecie przed Świętami do Wełtawy. Darować mu wolność :D  
Zastanówmy się co dzieje się  z taką rybą. W wyniku odłowów (zaciagnięcie siecią), transportu w dużym zagęszczeniu (tracą ochronny śluz, naturalną barierę przed mikroorganizmami), przerzucania z basenu do basenu, niemiłosiernym stressie biologicznym (zmiana wody-zmiana parametrów chem, szok termiczny itd)...znajdują się one w stanie krytucznego wyczerpania. W takim stanie przerzucone ponownie do "naturalnego środowiska" muszą zginąć. Ponowny szok termiczny, chemiczny. Może 1 na mln przeżyje.

Jak wyglądają manipulacje widziane okiem ichtiologa. Kilka przykładów.
W stawie, w którym zimują karpie, może wystąpić konieczność cięcia lodu. Efek: potężny stres dla ryb, w wyniku którego 20-30% moze zginąć (a my mamy ryby po cięciu lodu, odłowie sieciowym, transporcie, przetrzymywaniu w basenach w sklepie..)
Przerzucenie ryb z jednego akwenu do drugiego, gdzie temp. wody różni się o 10 st. - w zależności od gatunku, może zginąć do 100% osobników.
Zbyt szybkie ochłodzenie/podgrzanie wody (pow. 2st C/1h) oraz zbyt duże ochłodzenie/podgrzanie w ciągu kilku godz.- śmiertelność do 100%
Zmiana chemizmu wody-potężny stress biologiczny.

Nawet najmniejsze wystąpienie czynników niesprzyjajacych (z naszego punktu widzenia), wywołuje silny stress biologiczny, który może objawiać się wystąpieniem śmiertelności nawet po okresie kilku miesięcy. Nie wspomnę, że osłabiony organizm, pozbawiony dużej ilości śluzu w wyniku brutalnych manipulacji, pokaleczony, jest narażony na inwazje chorób (bakteryjnych, wirusowych, pleśniawek) i pasożytów, które dodatkowo go wykończą.
Przygotowanie ryb do zarybienia, to wyższa szkoła jazdy.

Ale jest i druga strona medalu. O wiele bardziej brutalna, która nie ma litości.
Wpuszczając do ekosystemu nowych lokatorów, przenosimy razem z nim choroby. Przywiezione ryby do hipermarketu, np. z Węgier czy Ukrainy, mogą być zdrowe, ale są nosicielami chorób, na które są już odporne. Zawleczenie tych patogenów do nowego ekosystemu, może być katastrofalne w skutkach dla całego regionu. Ptactwo przeniesie je na okoliczne zbiorniki itd. Pierwszy kontakt z nowym wirusem, może oznaczać śmiertelność miejscowych populacji ryb nawet 80-100% w ciągu 3 tyg.

Co ma na celu wpuszczanie do Wełtawy karpi. Przecież ta ryba została introdukowana z Chin do Europy kilkaset lat temu. W dodatku tylko na nielicznych stanowiskach potrafi się rozmnażać.
Jaki cel przyświeca wpuszczeniu jesiotra do Zakrzówka. "Jesiotry" które spotykamy w sklepach, to krzyżówki ryb z tej rodziny (najprawdopodobniej siewrugi z czeczugą, ale i też innych gat.), bezpłodne, wyhodowane tylko do celów konsumpcyjnych.  Jesiotra zachodniego w Europie już nie znadziesz, wyginęły, a racze my je zabiliśmy...zaporą we Włocławku.
"Zarybmy" żyrafami Bieszczady, foki wpuśćmy do Morskiego Oka, lwa na Islandię a krokodyla do Wisły. Przecież może być pięknie i kolorowo. Czemu mamy oglądać wciaż te same gat. zwierząt.
Robienie zoo z ekosystemu, to specjalność pseudo-ekologów. Cenę za te eksperymenty płaci zawsze przyroda, cenę straszną, najwyższą i bezlitosną.
Intodukowany do Europy rak pręgowany z Ameryki Pn. jest nosicielem dżumy raczej, która zabija nasze rodzime gatunki. Piekne i potężne raki: szlachetnego i błotnego.
Wpuszczone amury (ryby z rodziny karpiowatych, introdukowane z Chin) do jezior mazurskich, zniszczyły doszczętnie wiele ekosystemów, zmieniając ich skład gatunkowy i doprowadzając do klęski ekologicznej.
Przykładów takich niestety mógłbym mnożyć bez końca...

Nautica powinna mieć świadomość, że oprócz dobrej zabawy dla znudzonych klientów, robi coś jeszcze. Kształtuje świadomość ekologiczną wielu ludzi, którzy maja wpływ na innych. Kilka lat temu w bazach w Chorwacji wręcz zachecało się do zbierania podwodnych pamiątek: wszystko co martwe, jest dla was. Muszle, skorupy jeżowców... dziś nurkowiska wyplewione jak marchewka w ogródku z wszystkich podwodnych "perełek". Tylko na odprawach słyszymy nowe hasło: zostawcie to co spotkacie dla innych.... szkoda, że trochę po czasie...
Czekać tylko, jak zamiast na talerz Wigilijny, karp trafi do Zakrzówka. Wcześniej popływa w wannie dla uciechy i utrapienia rodziny. Może mu nawet nalejemy ciepłej wody, bo w stawie zmarzł okropnie. Popstrykamy światłem do łazienki, bo nawet nie wiemy, że u ryb szyszynka reaguje silną sekrecja hormonów na bodźce świetlne. A może uda nam się kupić żywą rybę innego gatunku i wspaniałomyślnie  przywrócimy jej wolność. Cóż to będzie za nurkowanie, gdy w lecie spotkamy naszą "podopieczną". Łza się w oku kręci i buzia cieszy na samą myśl  :wink:

pozdrawiam serdecznie miłośników ekologii, Sylwek
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez Sylwek »
egzaminy na kartę łowiectwa podwodnego 506 033 485
www.OneBreath.pl Szkoła Freedivingu

Offline martaz25

  • Zarejestrowani użytkownicy
  • *
  • Wiadomości: 416
    • Zobacz profil
(Bez tematu)
« Odpowiedź #1 dnia: 17 Wrzesień 2008, 23:30:07 »
Od teraz nie będę miała już skrupułów zabijając karpia na święta.  A jak spotkam raka pręgowanego to się z nim nie zaprzyjaźnię.
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez martaz25 »

Offline Bartolomeo

  • Zarejestrowani użytkownicy
  • *
  • Wiadomości: 1605
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
  • Stopień nurkowy: P3, Adv Ean
(Bez tematu)
« Odpowiedź #2 dnia: 18 Wrzesień 2008, 10:34:31 »
No, ciekawe..
Sylwek, proponuje żebyś przesłał to do nautiki, niech wiedzą że to żadna zabawa.
BTW, wiesz może skąd wzieły się ryby w Zakrzówku? to było jakieś zorganizowane zarybianie?
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez Bartolomeo »
Wszystkie Nurki mają Córki! (przynajmniej dwie ;))

Offline Tomek Tatar

  • Kadra
  • *****
  • Wiadomości: 1478
    • Zobacz profil
    • http://nurkowanie.tomasz-tatar.pl/
(Bez tematu)
« Odpowiedź #3 dnia: 18 Wrzesień 2008, 12:48:13 »
Do wpuszczania "dorosłych" ryb zakupionych w stawach hodowlanych m.in. jesiotrów przyznał się niedawno Janusz Polcyn. Podobno ktoś czasem te jesiotry widuje, więc niektóre przeżyły to bestialskie uwolnienie. A karpia, to nie tylko widziałem, ale nawet uwieczniłem.


Co nie zmienia faktu, że uwalnianie ryb jest taką sobie zabawą, a nie działaniem ekologicznym.

Serdecznie pozdrawiam.
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez Tomek Tatar »
Tomek Tatar

Offline maciek

  • Zarejestrowani użytkownicy
  • *
  • Wiadomości: 233
    • Zobacz profil
(Bez tematu)
« Odpowiedź #4 dnia: 18 Wrzesień 2008, 13:12:25 »
od uwalniania jesiotra dużo lepsze jest zalewanie robaka i takiej zabawy życzę wszystkim :wink:
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez maciek »
pozdrawiam serdecznie

Offline maciek

  • Zarejestrowani użytkownicy
  • *
  • Wiadomości: 233
    • Zobacz profil
(Bez tematu)
« Odpowiedź #5 dnia: 18 Wrzesień 2008, 13:17:09 »
Cytat: "Sylwek"
Intodukowany do Europy rak pręgowany z Ameryki Pn. jest nosicielem dżumy raczej, która zabija nasze rodzime gatunki. Piekne i potężne raki: szlachetnego i błotnego.
Wpuszczone amury (ryby z rodziny karpiowatych, introdukowane z Chin) do jezior mazurskich, zniszczyły doszczętnie wiele ekosystemów, zmieniając ich skład gatunkowy i doprowadzając do klęski ekologicznej.
Przykładów takich niestety mógłbym mnożyć bez końca...

 
jest jeszcze ten sukinsyn Krab wełnistoszczypcy przywleczony z chin jak każda inna zaraza podobno już we wrocławiu go widziano opis jest TU
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez maciek »
pozdrawiam serdecznie

Offline Bartolomeo

  • Zarejestrowani użytkownicy
  • *
  • Wiadomości: 1605
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
  • Stopień nurkowy: P3, Adv Ean
(Bez tematu)
« Odpowiedź #6 dnia: 18 Wrzesień 2008, 14:39:48 »
Karpia tez ostatnio widzialem, calkiem spory byl.
Nie mam nic przeciwko obecności ryb w Zakrzówku, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciw (jakby to określił inżynier Mamoń), ale samowolne zarybianie chyba jest kiepskim pomysłem, Jeszcze ktoś piranie wpuści   :shock:  (ponoć w Wiśle już widziano)
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez Bartolomeo »
Wszystkie Nurki mają Córki! (przynajmniej dwie ;))

Offline maćq

  • Zarejestrowani użytkownicy
  • *
  • Wiadomości: 126
    • Zobacz profil
(Bez tematu)
« Odpowiedź #7 dnia: 18 Wrzesień 2008, 16:28:38 »
Witam Wszystkich

Ja osobiście jestem za uwolnieniem wszystkich ryb i innej dziczyzny od bólu egzystencji poprzez mój układ trawienny do naturalnego środowiska :). Gdy tylko nadarza się taka okazja uwalniam każdą rybkę przez grill .. itd. Nie widziałem nikogo, kto byłby przeciwny takim akcjom zwanym szumnie "fish and chips" :). Czasem nawet Sylwek zaprasza na te akcje norweskie rybki (zagraniczne) :), więc można powiedzieć, że krabowe akcje mają zasięg europejski :)

Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na jakąś akcje "uwolnienia"
Maciek
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez maćq »

Offline Sylwek

  • Kadra
  • *****
  • Wiadomości: 1761
    • Zobacz profil
  • Stopień nurkowy: M2 Instruktor Freedivingu mobile 506 033 485
(Bez tematu)
« Odpowiedź #8 dnia: 18 Wrzesień 2008, 16:49:27 »
Cytat: "Tomek Tatar"
Do wpuszczania "dorosłych" ryb zakupionych w stawach hodowlanych m.in. jesiotrów przyznał się niedawno Janusz Polcyn. Podobno ktoś czasem te jesiotry widuje, więc niektóre przeżyły to bestialskie uwolnienie. A karpia, to nie tylko widziałem, ale nawet uwieczniłem.
Jeżeli kupimy rybę od hodowcy (a nie wymordowanego karpia przed Świętami z basenu sklepowego) i w miarę sprawnie przetransportujemy ją do innego zbiornika, to szansa, że przeżyje jest ogromna. Pojawia się tylko pytanie co wraz z nią przywleczemy. Większość gospodarst rybackich przechodzi od czasu do czasu infekce różnych chorób (są i takie, które wybijają całą obsadę z powodu chorób 3x w roku!!!)Staw się odławia, rybę wysyła do sklepów, zbiornik osusza i zasypuje wapnem. Przywleczone takie cholerstwo do naturalnego zbiornika, którego nie idzie osuszyć i zdezynfekować, zagnieździ się po wsze czasy i nie da żyć wielu gatunkom.

Cytat: "Bartolomeo"
BTW, wiesz może skąd wzieły się ryby w Zakrzówku? to było jakieś zorganizowane zarybianie?

Zorganizowanego zarybiania Zakrzówka nigdy nie było. Część ryb trafiła zapewne naturalnymi drogami, a część została wpuszczona przez przypadkowe osoby.
W okresie wielkiego wiosennego tarła, ptacto wodne przenosi na piórach ikrę gatunków fitofilnych (tych co składają lepką ikrę na podwodnych roślinnościach), np. płoci, leszcza, krąpia, karasia, szczupaka.
Z informacji jakie zebrałem, przed zalaniem zbiornika, była tam jakaś studnia (dziura) z której wypompowywano wodę. Pracownicy kamieniołomu mieli tam wpuszczone okonie (a może tez inne gatunki?).
Sporo ryb wpuścili wędkarze, którzy pojawiali się w dawniejszych czasach na Zakrzówku (przed zamknięciem drogi przez Kraken). Ryby te głównie pochodziły z Wisły. Z typowo rzecznych gatunków, które teraz występują to: kleń, boleń, ukleja, kiełb.
Musimy mieć świadomość, że zabiornik ten jest bardzo jałowy, a w początkowych latach ryby w nim głodowały. To tez przyrosty naturalne były bardzo niewielkie. Tak więc wszystkie duże ryby, które kiedyś spotykaliśmy, pochodziły z wpuszczenia już dużych osobników.
Ogólnie to zaobserwowałem takie gat. ryb: szczupak, sandacz, okoń, sum, boleń, kleń, karp, karaś, lin, płoć, wzdrega, kiełb, ukleja.
Naturalnie w Zakrzówku powinny występować: okoń, płoć i szczupak z niewielkimi domieszkami innych gat. Te 3 gatunki dają sobie najlepiej radę w tak jałowym zbiorniku. Są one typowo pionierskimi rybami. Szczupak będzie miał kapitalne przyrosty, bo świetnie wykorzystuje dostępną bazę pokarmową. Okoń jest drapieżnikim bardzo wolno rąsnącym, który specjalnie nie ma co jeść na Zakrzówku. Do dł. kilku cm wyłapuje plankton, a potem jest stop, brak bazy pokarmowej (zoobentos), tylko nieliczne osobniki, które przejdą na kanibalizm i wcześnie zaczna żerować na narybku płoci mają szanse podrosnąć. Płoć znacznie lepiej daje sobie radę, jest w zasadzie wszystkożerna. Dość długo odżywia sie planktonem, później bentos i trochę diety roślinnej. Ma dużą płodność osobniczą i jej wylęg stanowi główną bazę pokarmową dla szczupaka i okonia. O tym jak silna jest presja drapieżników, niech świadczy prawie całkowity brak młodych roczników płoci. Nawet małe szczupaki są pożerane przez okonie i inne szczupaki, a drobny okoń też nie ma lekko, choć to główny bandzior na tarliskach Zakrzówka. Kiedyś widziałem stado tarłowe płoci, które miało ok 50m dł, 7-9m szer i ok 2m wys. Ryby płynęły jedna przy drugiej...całe ich potomstwo jest pożerane.

Niestety ryby z punktu widzenia widoczności w wodzie nie są mile widziane. Choć tak naprawdę najważniejsza jest równowaga w ekosystemie. Drobne organizmy zooplanktonowe filtrują wodę i odławiają z niej materię organiczną. Są one niesłychanie pożądane jeżeli idzie o czystość i jakość wody. Nie dopuszczają do nadmiernego rozwoju fitoplanktonu i zakwitów. Ich wrogiem są wszystkie ryby (młodociane roczniki odżywiają się zooplanktonem) a w szczególności karpiowate (płoć, leszcz, ukleja itd) Duża liczba drapieżników (szczupak) doskonale regulują liczebność drobnych karpiowatych, okoń wycina narybek na tarliskach i równowaga jest zachowana. Problem na Zakrzówku, to brak litoralu (powoli się zaczyna rozwijać...po części z pomocą człowieka). Wylęg nie ma się gdzie schować przed okoniem i jest wycinany w pień.

Gatunki ryb, które żerują na grubym zoobentosie w tym zbiorniku głodują. Karp, karaś muszą nadrabiać materią organiczna i roslinnością. Lin czy "jesiotry" po prostu będą głodować. Z głodu nie zdechną, karp może nic nie jeść prze pół roku i tylko straci na wadze. Pod tym wzdl. ryby są bardzo wytrzymałe.

Mam nadzieję, że nikt tam nie wpuści tołpyg. Te typowo planktonożerne i ciepłolubne ryby zagłodzą się okropnie. A o pewnej rybie z dorzecza amuru, którą kiedyś zniszczono kilka jezior na Mazurach nie chcę nawet pisać. Zjada przy temp. wody powyżej 20 st.C więcej roślinnosci wodnej niż sama waży (w ciągu doby). Współczynnik pokarmowy jest bardzo wysoki, a stopień strawienia pokarmu prawie żaden... tak więc cała treść pokarmowa trafia do wody. Jest to bomba biologiczna z kosiarką w jednym. Kilkadziesiat ryb, potrafi kilkunastohektarowy zbiornik w ciagu roku wyciać w pień z roślinności. Zabierzów Bocheński za Niepołomicami kiedyś był fantastycznie zarośnięty, a woda krystalicznie czysta. Wpuszczono tam amura i po 2 latach widoczność spadła do 10cm, za to można pływać do woli...wywłócznika kłosowego, rdestnicy kędzierzawej i wielu innych roślin tam nie uświadczysz. Nawet pas trzcin i oczeretów wyżarły  #-o
« Ostatnia zmiana: 18 Wrzesień 2008, 18:12:02 wysłana przez Sylwek »
egzaminy na kartę łowiectwa podwodnego 506 033 485
www.OneBreath.pl Szkoła Freedivingu

Offline Korpała

  • Kadra
  • *****
  • Wiadomości: 36
    • Zobacz profil
(Bez tematu)
« Odpowiedź #9 dnia: 18 Wrzesień 2008, 17:38:00 »
Sprawa jest o tyle dziwna jak dziwna jest woda na Zakrzówku. Stężenie związków wapnia jest dosyć duże. A i siara z powietrza zareagowała z wapniem, stąd mamy zgniłe jaja na 20m. Nie jest to naturalny ekosystem, więć wprowadzanie tam natury moim zdaniem powinno być przemyślane.  Najprostszy przykład to jak się wrzuci ryby roślinożerne, to przy obfitości litoralu na Zakrzówku można się spróbować domyśleć co się stanie :)
Ps Swoją drogą jak chcą działać ekologiczne to może ten plastik z dna wyciągną (wyciągniemy) i w jakiś sposób ograniczą dostęp do akwenu najbardziej zmutowanemu gatunkowi, niszczącenu wszystko co się da czyli homo sapiens dressos brutalis
« Ostatnia zmiana: 01 Styczeń 1970, 01:00:00 wysłana przez Korpała »